Z serii - Wrażenia Czysto Subiektywne - Sherlock (BBC) - The Empty Hearse
(Wpis zawiera drobne spoilery)
"Sherlock" - serial, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ukoronowany siedmioma nagrodami BAFTA i nominowany do trzydziestu innych statuetek, jak dotąd za dwa sezony. Na kontynuację wydarzeń ze szpitala Bartholomew, twórcy - Stephen Moffat i Mark Gatiss, pozostawili fanów w gorączce oczekiwania na całe dwa lata, czyli na około siedemset trzydzieści dni. O tak, to było dość brutalne, ale w końcu Moffat bierze w tym udział (wink, wink).
"Sherlock" - serial, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ukoronowany siedmioma nagrodami BAFTA i nominowany do trzydziestu innych statuetek, jak dotąd za dwa sezony. Na kontynuację wydarzeń ze szpitala Bartholomew, twórcy - Stephen Moffat i Mark Gatiss, pozostawili fanów w gorączce oczekiwania na całe dwa lata, czyli na około siedemset trzydzieści dni. O tak, to było dość brutalne, ale w końcu Moffat bierze w tym udział (wink, wink).
Jednak kochający fan czeka lojalnie, bowiem miłość cierpliwa jest, łaskawa jest (jednak w Biblii można znaleźć trafne cytaty!), co potwierdzają oficjalne statystyki oglądalności. Pierwszy odcinek trzeciej serii, zatytułowany "Pusty karawan" (The Empty Hearse) w samej Anglii obejrzała ponad dziewięciomilionowa widownia. Warto zaznaczyć, że znaczna liczba osób spoza granic tego kraju oglądała na live stream, więc odbiorców było, z całą pewnością, więcej. Na pewno niektórzy z nich (w tym ja) zastanawiali się, czy twórcy podołają zaspokojeniu oczekiwań tak licznego grona fascynatów, i tu właśnie pojawia się sedno mojego wpisu - odpowiedź na te pytanie, bardzo subiektywna zresztą.
Wspomniany wyżej pierwszy odcinek, trzeciego sezonu "Sherlocka" był dla mnie niemałym zaskoczeniem. Nie tylko uległa zmianie konwencja serialu, ale i osobowość głównego bohatera, Sherlocka Holmesa. Nie uważam, by tym samym uczyniono zło absolutne, po prostu zerwano na te dziewięćdziesiąt minut z imidżem genialnego socjopaty, w zamian oferując psotnego (momentami okrutnego, patrz: scena w metrze), bardziej emocjonalnego i dowcipnego detektywa. Zrozumiałe jest to, że przez dwa lata nieobecności (o, ironio - w serialu również) Sherlock Holmes mógł się zmienić, ale w moim odczuciu, zostało to zbytnio wyeksponowane, prowadząc wręcz do przerysowania, zwłaszcza w połączeniu z treścią tego odcinka, która przypominała twórczość fanowską, pełną fanservice. Można by zarzucić strywializowanie legendarnej postaci, ale..!
Mark Gatiss i Steven Moffat w jednym ze swoich wywiadów określili "Sherlocka" jako swój własny fanfic. Tymczasem "Pusty karawan" w dużej mierze przedstawia nic innego, jak wizje powstałe w wyniku turbulencji wyobrażeń, nie twórców, a widowni. W rezultacie całość tworzy chaotyczny obraz, rozszczepiony na kilka scenek, które za zadanie mają, przede wszystkim, wywołać w widzu emocje. Dodano również rozciągnięte, pojedyncze ujęcia, uzupełnione elektroniczną muzyką i efektami specjalnymi. Efekciarstwo ponad treść? Może. Porównuję ten odcinek do przedłużonego (do granic możliwości) wstępu do tego, co miałoby się wydarzyć w epizodzie następującym. Podejrzewam więc, że twórcom mogło zabraknąć - konceptu, czasu lub wyobraźni, albo i wszystkiego tego na raz.
Tajemnicze oczy nieznajomej postaci, na zakończenie odcinka ;)
Spragnionym ambitnego widowiska odcinek ów z pewnością nie przypadnie do gustu, chyba, że da się przekupić wszechobecnemu humorowi, jak właśnie było ze mną.
Na obronę dodatkowo dodam, że sam Arthur Conan Doyle stworzył tę postać dla własnej rozrywki, i kontynuował jej żywot, ku uciesze czytelników. Gdy miał dość - uśmiercił go na dwa lata, by, znów, pod wpływem publiki, wskrzesić go ze świata zmarłych. Innymi słowy, rola widowni w przypadku Holmesa, w wersji papierowej, miała ogromne znaczenie - dlaczego nie miałoby być tak z wersją filmową? Sam gatunek powieści detektywistycznej, której Sherlock jest bohaterem, to twór komercyjny.
Rozumiem natomiast, że nie każdy gotów jest na nagłą zmianę konwencji serialu, ciągniętej przez poprzednie sześć odcinków. Tak więc, czy się udało? Twierdzę, że tak, owszem, chociaż ze zgrzytami. Natomiast, czy widownia została usatysfakcjonowana? Komentarz serialowego Sherlocka chyba wystarczy za odpowiedź:
Na koniec - czy odpowiedź na pytanie, które nurtowało Sherlockian od dwóch lat - jak Sherlockowi udało się przeżyć skok z takiej wysokości, została udzielona? Polecam zapoznanie się z "Pustym karawanem" - gwarantuję, że ujrzycie coś, co nawet nie przeszło wam przez myśl!
O odcinku drugim - "Znak trzech" odsyłam do linku, tutaj!







What a information of un-ambiguity and preserveness of valuable know-how on the topic of unexpected
OdpowiedzUsuńemotions.