Z serii - Wrażenia Czysto Subiektywne - Sherlock (BBC) - The Sign of Three

(Wpis zawiera spoilery!)

Trzeba przyznać, że zapowiedzi do drugiego odcinka trzeciego sezonu "Sherlocka" wydawały się naprawdę emocjonujące. Po pierwsze - pod koniec "The Empty Hearse" pojawia się tajemniczy wróg, może w tym odcinku dowiemy się kim jest i czego chce? Po drugie - John Watson się żeni, a Sherlock dostał rolę mówcy na owej uroczystości. Spójrzmy na poniższe zdjęcie - co może zdradzać ekspresja twarzy Watsona? Z jednej strony się (niepewnie) uśmiecha, z drugiej, przykłada splecione palce do ust, tak, jakby powstrzymywał się przed komentarzem. Cóż takiego powiedział znany z bezwzględnej szczerości Sherlock Holmes? Czy owymi słowami zachwiał szczęście pary młodej? A może spowodował na tyle ogromne zamieszanie, że ceremonię odwołano?



Odpowiedzi na te pytania poznacie oglądając "Znak trzech". Tym, czego się natomiast nie poznacie jest tożsamość enigmatycznego przeciwnika, bowiem odcinek drugi niewiele ma wspólnego z epizodem poprzednim, zupełnie, jakby był kolejnym początkiem nowej opowieści.


Ci, którzy oczekiwali bardziej zawiłej niż dotychczas zagadki, jako rekompensaty za stawiający na widowiskowość, a nie na treść, odcinek pierwszy, mogą czuć się trochę zawiedzeni. Sherlock, co prawda, wydaje się odzyskiwać swoją dawną osobowość funkcjonującego na wysokich obrotach socjopaty, jednak nie zostaje uwikłany w żadną fascynującą łamigłówkę. Zamiast tego, zajmuje się z rozczulającym przejęciem (w tym celu wysłał nawet wiadomość do Lestrade, czego następstwem była zabawna sytuacja) pisaniem mowy na ślub Johna, inwigilacji, zastraszaniu i przesłuchiwaniu znajomych Mary, a nawet zostaje opiekunką do dziecka (ryzykowne i niepotrzebne posunięcie ze strony scenarzysty, moim zdaniem). Wszystkie te sytuacje zostały potraktowane z poczuciem humoru, jednak odniosłam wrażenie, że służyły jedynie odciągnięciu uwagi widza od, ponownie, zbyt ubogiego wątku detektywistyczno-sensacyjnego.


 Nie twierdzę, że "Znak trzech" jest odcinkiem nieudanym! Co to, to nie. Przyznaję, że pod  względem akcji został o wiele lepiej przygotowany, niż odcinek poprzedni. Zagadka, jako taka się pojawia, chociaż traktowana jest bardziej jako kolejna (!) zapowiedź tego, co dopiero ma się wydarzyć. Tym razem sceny nie zostały rozciągnięte i uzupełnione elektroniczną muzyką, co również jest plusem. Jest też mniej scen-zapychaczy w postaci odwołań do dzikich fantazji fandomu. Towarzyski, wiecznie przejęty i przyjazny Sherlock nadal budzi we mnie mieszane odczucia, ale w tym odcinku bardziej przypomina androidalnego siebie (scena, w której John informuje go o tym, że SH jest jego best man!).

 Cechy, które charakteryzują oba epizody to, z pewnością, poczucie humoru i Sherlock  bardziej ludzki niż dotychczas. Za dowcipy stawiam piątkę z plusem (John i Sherlock na piwie! Koniecznie trzeba zobaczyć!). Za treść - taką sobie trójkę.


Na zakończenie odcinka, autorzy postanowili uderzyć w poważniejszy ton, i pokazali Sherlocka Holmesa opuszczającego salę weselną samotnie. Steven Moffat, w jednym z wywiadów zapowiedział już, że odcinek trzeci, zatytułowany "His Last Vow" (Jego ostatni ślub) będzie bardziej melancholijny od poprzednich. Czy to wróży sezonowi trzeciemu dobrze? Okaże się już w nadchodzącą niedzielę. 

Osobiście wiążę z tym odcinkiem największe nadzieje, bo, jak dotąd, ten sezon jest najbardziej ubogi w treść, a tym samym, obiektywnie patrząc, najsłabszy (ale dzięki twórcom za fanservice!).

Podsumowanie sezonu i recenzja odcinka trzeciego w kolejnej notce!


Komentarze

Popularne posty