Recenzja - 400 Batów (Les 400 Coups) (1959)



W latach sześćdziesiątych francuska Nowa Fala (fr. Nouvelle Vague) zrewolucjonizowała sztukę światowej kinematografii z rozmachem i fantazją. Na zawsze zmieniła sposób, w jaki kręci się filmy, wprowadziła innowacyjny (jak na tamte czasy) sposób narracji, zaproponowała nową tematykę - a to tylko początek listy.

Bez niej, najprawdopodobniej nigdy nie byłoby nam dane oglądać tak powszechnie rozpoznawalnych filmowych hitów, jak  "Pulp Fiction", w którym Quentin Tarantino nie szczędził inspiracji.

Ale o tym nie dziś, nie teraz, a może już wkrótce. 


Tym, co zwróciło uwagę na ten nowo-powstały nurt był debiut reżyserski mojego nowofalowego ulubieńca - François Truffaut, film zatytułowany "400 Batów" i to o nim prawić dziś będę.

(wpis zawiera liczne spoilery)



Główny bohater - Antoine Doinel (w tej roli utalentowany Jean-Pierre Léaud) to sprawiający problemy w szkole trzynastolatek, który nie pragnie niczego innego niż inne dzieci  w jego wieku - zabawy. Obarczany przez swoich rodziców ciągłymi obowiązkami, wykonywanymi sumiennie, traci każdą cenną chwilę swojej młodości.

W drodze ku jedynej uciesze popełnia nie jeden błąd (ucieczki z domu, wagary, kradzież), jednak widzowi z trudem jest obarczać go za to winą, bowiem film prowadzi do dość ponurych wniosków - to dziecko jest ofiarą - okaleczoną przez błędy rodziców.



W końcowej scenie - zbuntowany Antoine ucieka z domu poprawczego i biegnie przed siebie, tak długo aż dociera do morza; następuje zbliżenie kamery na jego twarz - chłopiec zdaje się pytać - "Gdzie teraz? Co dalej?".

Francois Truffaut podczas kręcenia filmu (źródło)

Choć historia w "400 Batów" angażuje widza emocjonalnie, może wydawać się podejrzanie wręcz prostolinijna.

I zgadza się, to tylko pozory, bowiem obraz, będący pierworodnym dzieckiem Nowej Fali, proponuje widzowi coś więcej niż zapis losów chłopca o nieszczęśliwym dzieciństwie. Przeciwnie wręcz - oglądający zostaje obdarzony hojnie - psychologicznym zarysem niezrozumianego młodego człowieka, świeżym spojrzeniem na sztukę filmową - wyrazem sprzeciwu wobec kinematografii po-wojennej Francji, uważanej przez twórców New Wave za "nudną, pozbawioną ekspresji i nierealistyczną".


Ten obraz filmowy jest głosem idei wyznawanej przez nowofalowych reżyserów, która mówi, że najlepsze ekranizacje są ekspresją wizji artystycznej autora. "Cudowną oraz zajmującą przygodą" - jak to powiedział sam Truffaut.



Najlepszym potwierdzeniem wrażenia, jakie "400 Batów" zrobił (i robi wciąż) na publiczności są liczne nominacje, jakie otrzymał, a w tym przyznaną, między innymi, statuetkę festiwalu w Cannes

Warto wspomnieć też, że losy Antoine okazały się tak bliskie twórcom i na tyle lubiane przez widownie, że doczekały się czterech kontynuacji. Bliskie, powiem film jest na wpół-autobiograficzną historią dzieciństwa Francois Truffaut, a ciekawostką jest fakt, że Jean-Pierre Léaud był na tyle podobny do samego reżysera, by mylono ich na ulicy.
 
Jednym z celów twórców Nowej Fali było skłonienie widza do refleksji - zadanie te film spełnia na piątkę z plusem. Według mnie, najlepsze filmy to takie, które pomagają zapomnieć o szarej rzeczywistości, zaangażować nie tylko umysł, ale i serce - "400 Batów" do nich należy.  


Komentarze

Popularne posty